Zwyczajny cud porodu

Udostępnij post

Cud porodu. Coś tak oczywistego i powszechnego, a jednocześnie tak ekstremalnego, granicznego. Doświadczenie dojmującej słabości i absolutnej niemocy a jednocześnie niebywałej sprawczości, mocy i potęgi kobiecości! Mooooorze emocji…. obawa, strach, czasem panika i przerażenie? smutek? złość? zniecierpliwienie…. a w tym wszystkim… nadzieja, ekscytacja, radość, euforia i szczęście….. szczęście niewysłowione, szczęście, którego nie sposób nazwać, nie sposób zatrzymać, które wybucha, tryska gdzieś ze środka i jest…. bo jesteś. Jesteś mały Boży cudzie. Jesteś, Ty darze dla nas, któremu daliśmy życie, i któremu teraz będziemy to życie oddawać przez parę ładnych lat. Bo jesteś z nas, ale i spoza nas… Ty dla nas, my dla Ciebie… Taka bezbronna, taka delikatna, taka niegotowa, a jednocześnie tak Bosko doskonała, kompletna i cała… Człowieku – obrazie Bożej pełni, Bożej doskonałości, Bożego piękna, Bożej miłości!…

 

Dwa tygodnie temu urodziłam moje piąte dziecko! Trzymam na lewym ramieniu ten Maleńki Okruszek, prawą ręką stukam w klawiaturę. Jestem szczęśliwa.

Piękno porodu

Jako dość już doświadczona mama wiedziałam całkiem sporo na temat tego czym jest poród i jak chciałabym go przeżyć, żeby był doświadczeniem jak najbardziej szczęśliwym i pięknym: dla mnie, dla Tomka i dla przychodzącej na świat Stefci. Czy mój piąty poród był łatwy i bezbolesny? Nie. Czy był piękny? Zdecydowanie tak! Czy dawał mi poczucie spełnienia i szczęścia? Tak! I kiedy tak sobie o nim teraz myślę jestem pewna, że to pozytywne doświadczenie porodu w dużej mierze wynikało z mojego przygotowania i przeżywania go na bieżąco.

5 obszarów, o które warto zadbać przed porodem

1. Wiedza! Przed pierwszym porodem uczestniczyliśmy w szkole rodzenia. Dodatkowo przed narodzinami Stefci przeczytałam 2 książki dotyczące porodu w bliskim mi naturalnym ujęciu. Czułam się kompetentna i to dawało mi spore poczucie bezpieczeństwa. Wiem jakie mogą być scenariusze porodu. Wiem co robić na poszczególnych jego etapach. Wiem jaki jest mój wymarzony wariant.

2. Przygotowanie praktyczne. Przed porodem starałam się optymalnie przygotować do niego fizycznie. Spisałam różne typy ćwiczeń fizycznych i bardziej lub mniej regularnie je wykonywałam, jadłam zdrowo, chodziłam na długie spacery na świeżym powietrzu.

3. Organizacja. Jakieś półtora miesiąca przed terminem porodu zaczęłam kompletować torbę do szpitala. Poczytałam trochę na ten temat w internecie. Wydrukowałam listę i na bieżąco dopisywałam do niej nowe punkty, które mi przychodziły do głowy (mój hit to na przykład termos na herbatkę) i zaznaczałam, co już mam spakowane.  Nie martwiłam się więc, że coś ważnego jeszcze jest nie przygotowane.

4. Psychika. Z moimi emocjami przed porodem było bardzo różnie. Czasem się bałam, często złościłam, czasem płakałam (o moim doświadczeniu ciąży pisałam tu). Starałam się więc jak najbardziej szukać wsparcia u Tomka i u przyjaciół. To był wspaniały czas, kiedy umawiałam się na spacery i zachwycaliśmy się razem pięknem przyrody, ruchem i naszą ożywczą relacją. Jestem za to bardzo wdzięczna moim Kochanym Przyjaciołom! Poza tym czytałam lekkie i wciągające książki i oglądaliśmy wieczorami pozytywne filmy – całą rodziną lub we dwoje.

5. Plan porodu. Miesiąc przed terminem porodu opracowałam i wydrukowałam mój “plan porodu”, czyli pobrany ze strony mojego wspaniałego szpitala św. Zofii w Warszawie dokument uzupełniony o moje własne wyobrażenia tego, co jest dla mnie ważne na kolejnych etapach przeżywania porodu.

6 obszarów, o które warto zadbać w czasie porodu

1. Kontakt ze sobą i z bliskimi. Nie wszystko było tak jak chciałam. Musiałam spędzić ostatnie dni przed porodem na oddziale patologii ciąży, poród ostatecznie był sztucznie indukowany oksytocyną, czyli hormonem, który normalnie wydziela się w organizmie sam i prowadzi poród naturalnym tempem. U mnie musiało to przebiegać w sposób kontrolowany zewnętrznie. Bałam się tego i nie chciałam. Więc? Nazywałam w sobie te emocje, dzieliłam się nimi z bliskimi, napisałam nawet o nich w liście do Stefci. I nie uciekałam od tego, że to wszystko jest trochę inaczej niż sobie wymarzyłam.

2. Przyjmowanie tego czego nie mogę zmienić. Rozmawiałam z lekarzami aż do momentu, kiedy czułam, że w pełni przyjmuję to, co mi proponują. Dawałam im znać, że moja wewnętrzna zgoda, zbudowana na rzetelnej informacji i zaufaniu do nich jest kluczem do sukcesu. Bez tej wewnętrznej zgody na to, co się z mną dzieje nie będę mogła dobrze w to wejść.

3. Nie przyjmowanie tego czego nie chcę. Kiedy wiedziałam, że na coś się nie chcę zgodzić – nie godziłam się. Opóźniłam o 1 dzień indukcję porodu, bo nie czułam się jeszcze pewna, że to najlepsze rozwiązanie.

porodowy outfit - u progu porodu... :)
porodowy outfit – u progu porodu… 🙂

4. Troska o piękno – moje i otoczenia. Na czas porodu założyłam piękną szafirową suknię porodową i wzorzysty szal, w którym czułam się pięknie. W sali porodowej Tomek zapalił świece, włączyłam swoje ulubione playlisty – najpierw z muzyką ze słowami, ktróre umacniały moją wiarę, nadzieję i miłość, potem medytacyjną, spokojną muzykę głównie instrumentalną. Piękno muzyki i blask świec podkreślały transcendentny wymiar tego w czym uczestniczę…

5. Relacja z mężem. Więź, zaufanie, znajomość wzajemnych potrzeb to podstawa spokojnego, harmonijnego przeżycia porodu we dwoje… U nas ostatnie tygodnie obfitowały w różne przeżycia – nie zawsze łatwe i budujące naszą relację. Łatwo mi było czuć się urażoną, zamykać się na naszą relację. Jednocześnie miałam świadomość, że to zamykanie się do niczego nie prowadzi, wręcz przeciwnie. Więc w trosce o Tomka, Stefcię i o siebie samą starałam się budować naszą pozytywną relację. Tomek też się starał i ostatecznie był dla mnie wielkim wsparciem w czasie porodu, który był doświadczeniem naszej miłości i wzruszającego spotkania z jej owocem.

6. Aktywność i wiara. Poród boli. I jest dużym wyzwaniem dla ciała i psychiki. To, co zawsze staram się robić, to podchodzić aktywnie. Nie poddawać się bólowi, a wykorzystując wiedzę i pomoc położnych współpracować z całą akcją. Wybierać pozycje ciała, w których czuję się najbardziej komfortowo, optymalnie oddychać. Skupiać się na tym, co mogę zrobić a nie na tym, że to trudne. Nie poddawać się zniechęceniu.

 

Potem jest szczęście…. i trochę zdziwienie, że to już? I drżenie zmęczenia i wzruszenia… i wdzięczność…

Tym razem nawet Tomek doświadczył łez wzruszenia…. (i pozwolił mi o tym napisać…)

I mam poczucie, że urodziła się mała Królewna, a ja, która tego dokonałam, która przeszłam przez ból, i trud i jestem z nią w szczęściu, miłości i pięknie…. w całym tym naszym zwycięstwie….właśnie jestem świadkiem i uczestnikiem… zwyczajnego cudu!

 

 

 

2 komentarze do “Zwyczajny cud porodu”

    1. Tosiu, ta, która ostatnio czytałam, to “Urodzić razem i naturalnie” Ireny Hołuj. Odświeżyłam też sobie bestseller Janet Balaskas “Poród aktywny”, który mam odbity na xero, bo, kiedy rodziłam Marysię nakład był wyczerpany :))) teraz widzę, że znów jest dostępna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *